| Opętanie Emily Rose |
|
| Wpisał: Raum | |
| 14.04.2007. | |
|
Za życia uznana za opętaną, po śmierci - za świętą. Historia młodej Niemki z Klingenbergu do dziś wywołuje emocje. Przypadek Anneliese Michel, młodej Niemki, która zmarła w 1976 roku po serii egzorcyzmów, stał się inspiracją dla kasowego thrillera Scotta Derricksona „Egzorcyzmy Emily Rose”. Ow film obejrzało już ponad 30 mln ludzi. Śmierć Anneliese Michel, filmowej Emily Rose, stała się przyczyną najgłośniejszej – po procesie norymberskim – rozprawy sądowej w powojennych Niemczech. Relacje z procesu, który przeszedł do annałów sądownictwa pod nazwą „procesu egzorcystów”, przez dwa lata elektryzowały czytelników gazet w całym kraju. 1 kwietnia 1978 r. ogłoszono wyrok – na karę pół roku więzienia skazani zostali: o. Arnold Renz, ks. Ernst Alt oraz rodzice Anneliese, Joseph i Anne Michel. Zdaniem sądu przyczyną zgonu 24-letniej dziewczyny były egzorcyzmy. PROCES EGZORCYSTÓW Prokuratura stwierdziła, że Anneliese była chora psychicznie, lecz zamiast ją leczyć – poddano ją egzorcyzmom, które wycieńczyły jej organizm. Sąd przychylił się do tej argumentacji. „Winna tej tragedii jest nauka Kościoła o szatanie i opętaniu”, pisali publicyści, dowodząc, „do jak wielkiej tragedii prowadzić może wiara w istnienie szatana”. Każdego, kto ośmielił się przyznać, że wierzy w istnienie diabła, wyśmiewano jako średniowiecznego obskuranta. Zignorowano jednak zeznania wielu świadków opowiadających o tym, jak Anneliese mówiła wieloma męskimi głosami albo dysponowała nadludzką siłą, której nie było w stanie się oprzeć nawet kilku dorosłych mężczyzn. Zdumiewające było to, że w obronie egzorcystów nie odezwał się żaden z niemieckich biskupów. Co więcej, Joseph Stangl, biskup Würzburga, który sam wydał wcześniej zgodę na egzorcyzm Anneliese, opublikował oświadczenie, w którym stwierdził, że „szatan nie istnieje, a opętanie jest chorobą”. Pewien pragnący zachować anonimowość ksiądz opowiada, że po tym wydarzeniu episkopat niemiecki był tak przerażony całą sytuacją, że wydał nieformalny zakaz odprawiania egzorcyzmów. Dlatego od niemal 30 lat na terenie Niemiec biskupi nie wydają zgody na przeprowadzanie rytuału wypędzania złych duchów. Zdaniem wspomnianego księdza zaniechanie tej posługi przyczyniło się do ekspansji wpływów satanizmu w Niemczech. Przypadek Anneliese Michel stał się tak głośny, że zainteresowała się nim amerykańska antropolog kultury, prof. Felicitas D. Goodman, której specjalnością było badanie „religijnych stanów wyjątkowych”. Goodman posiadała jedną z największych na świecie dokumentacji na temat opętań, religijnych transów i stanów mistycznych, zebraną wśród szamanów, czarowników i wyznawców religii animistycznych. * Ponieważ egzorcyzmy w Klingenbergu były nagrywane, Amerykanka otrzymała 51 taśm magnetofonowych, na których zarejestrowano, jak Anneliese mówi sześcioma różnymi głosami męskimi, a każdy z nich określał siebie innym imieniem (Lucyfer, Judasz, Kain, Nero, Hitler i Fleischmann). Dokładna analiza porównawcza tych głosów, a także naoczne relacje świadków pozwoliły badaczce sformułować wniosek, że zmarła dziewczyna nie była chora psychicznie, lecz znajdowała się w religijnym stanie wyjątkowym zwanym opętaniem. Książka ta zainspirowała także szwajcarskiego naukowca dr. Theo Weber-Arma do zajęcia się przypadkiem śmierci niemieckiej dziewczyny. Przeanalizował on szczegółowo kartę chorobową Anneliese Michel. Okazało się, że kiedy w 1968 r. nastolatka zaczęła skarżyć się na pierwsze ataki demoniczne, lekarze zdiagnozowali epilepsję. Przez następnych sześć lat dziewczyna faszerowana była silnymi lekami antyepileptycznymi – tegretalem, aoleptem i zentropilem – które wywołują szereg niebezpiecznych skutków ubocznych. ** Kiedy jesienią 1975 r. zapadła decyzja o odprawieniu egzorcyzmów, Anneliese przez 14 dni nic nie jadła, piła tylko mocz, który oddawała na podłogę. Jadła pająki, łapała ptaki i odgryzała im głowy. Pod wpływem jakiejś nieokiełznanej energii wewnętrznej nie mogła nawet przez chwilę usiedzieć w miejscu – bez przerwy biegała po domu, rozbierała się do naga i skakała jak kozioł po ścianach. Szczególną jej agresję wywoływały dewocjonalia: niszczyła krzyże, różańce, maryjne figurki. Od października 1975 do czerwca 1976 r. o. Arnold Renz odprawił nad Anneliese Michel całą serię egzorcyzmów. Wszystkie zakończyły się niepowodzeniem. Nawet jeśli złe moce przestawały dręczyć dziewczynę, wkrótce wracały. Obecny przy egzorcyzmach ks. Ernst Alt nie miał wątpliwości, że siły demoniczne wzięły w posiadanie nie tylko ciało młodej kobiety, lecz także paraliżowały jej wolę. Zagadką były przyczyny opętania Anneliese Michel. Kiedy niemieccy duszpasterze zaczęli prześwietlać jej życiorys, odkryli, że nigdy nie zajmowała się okultyzmem ani spirytyzmem, nie wywoływała duchów, nie chodziła do wróżki, nie korzystała z porad bioenergoterapeutów, słowem: nie było w jej życiu duchowym szczeliny, przez którą mogłyby się wcisnąć złe moce. Mało tego: była wierzącą i praktykującą katoliczką, która w jednym z listów pisała: „Boga zawsze stawiam na pierwszym miejscu w moim życiu!”. *** Zupełnie nowe światło na jej opętanie rzuciły prowadzone przez nią dzienniki. Być może one sprawiły, że jej postać stała się jeszcze bardziej tajemnicza i pociągająca dla Derricksona. Pod datą 24.10.1975 w dzienniczku Anneliese czytamy: „Zbawiciel powiedział: Będziesz wiele cierpieć w zastępstwie innych i znosić cierpienia już teraz. Twoje cierpienie, twój smutek i opuszczenie służą mi do tego, by zbawiać dusze”. I dalej: „Moje krzyże są największymi podarunkami. (…) Wszystko jest podarunkiem mojej wielkiej miłości do ciebie”. Ks. Ernst Alt, kierownik duchowy Anneliese Michel, którego wtajemniczała w swoje największe sekrety, opowiada, że dziewczyna dobrowolnie przyjęła na siebie cierpienia związane z opętaniem jako pokutę za grzechy innych ludzi. Męczarnie, jakich przy tym doświadczała, powodowały jednak, że pragnęła końca udręk i poddania się egzorcyzmom. Szczególnie wymowne jest nagranie dokonane 1 lutego 1976 r., gdy Anneliese mówi: „Nigdy bym nie pomyślała, że to jest tak straszne. Ciągle sobie myślałam, że chcę cierpieć także za innych ludzi, żeby nie poszli na wieczne zatracenie, ale nie sądziłam, że jest to aż tak bolesne, tak straszne, tak okropne!”. W posiadanie nagrań z egzorcyzmów wszedł także Derrickson. Część z nich, zwłaszcza odgłosy demoniczne, wykorzystał jako fragmenty ścieżki dźwiękowej w swym filmie. Ks. Alt wspomina, że w czasie egzorcyzmów złe duchy zachowywały się nietypowo. Zwykle nie chcą opuścić opętanego, ale nakaz egzorcysty zmusza je do tego. W przypadku Anneliese było odwrotnie – głosy krzyczały: „Chcemy wyjść! Chcemy wyjść!”, ale słowa egzorcysty nie były ich w stanie wypędzić. „Nie wolno nam z niej wyjść” – wyjaśniały. Ks. Alt uważa, że Anneliese więziła i pętała w sobie aż sześć demonów, które dzięki temu nie mogły grasować po świecie i niszczyć innych ludzi. Ostatni egzorcyzm miał miejsce 30 czerwca 1976 r. W pewnej chwili dziewczyna powiedziała: „Proszę mi dać rozgrzeszenie”. Ojciec Renz uczynił to, a ona poszła spać. Następnego dnia już się nie obudziła. Na grobie Anneliese Michel zawsze leżą świeże kwiaty. Z całego kraju zjeżdżają wierni, by się tam modlić. Leżą tu obrazki z modlitwą w intencji beatyfikacji opętanej. Pewien mężczyzna zaangażowany w szerzenie kultu zmarłej dostrzega w jej nazwisku szczególny sens: Michel to przecież Michał, a więc imię dowódcy wojsk niebieskich i pogromcy szatana. Anneliese – jak mówi – pokonała sześć demonów Mariusz Liczba komentarzy (25) - Dodaj swój komentarz do tego artykułu... |
| następny artykuł » |
|---|
|
Ciemnogród :P Film dobry, ale opętanie - powiedzmy, że niezbyt trafne określenie. Raczej choroba psychiczna. Egzorcyzmy, to według mnie, i zdaje mi się że według każdego człowieka są straszne. Obejrzałam ten film, i bardzo mi się podobał, a jednocześnie przerażał mnie. Nie moge sobie wyobrazić co ona czuła, przeżywając to wszystko, jaki odczuwała strach widząc te straszliwe rzeczy. Po takich rzeczach...wierzą że piekło istnieje, ale nie gdzieś na dole...myślę, że ono jest tutaj, na ziemi, zło jest wszędzie. Wiem, że kto przeczyta mój komentarz, będzie się z tego śmiał, do niedawna sama bym się z tego wszystkiego śmiała, ale teraz, po rzeczach jakie już widziałam, to nie jest w ogóle śmieszne, lecz przerażające. Podziwiam Anneliese Michel za jej odwagę. 'Lucyfer, Judasz, Kain, Nero, Hitler i Fleischmann' Po zgromadzeniu w sobie takich osobistości to raczej nie miała szans na przeżycie jeżeli miała je rozgrzeszyć. Film o Annelise jest drastyczny ale pozwala udowodnić,że złe moce istnieją. Oglądałam film ,,Egzorcyzmy Emilii Rose'' Uważam ze to co ukazuje ten film nie przekonuje wszystkich ludzi . Chce powiedzieć ze ten film chce pokazać jak sie dzieje z ludźmi . Normalnymi ludźmi którzy nic nie zawinili a zostali tak pokrzywdzeni przez los . Osoby które nie wieża ! Niech obierza film który nawet nie został nakręcony przez żadnego producenta ani nic w tym stylu . Pranormal Activity - Obejrzyjcie ! Niedawno obejrzałam film 'Egzorcyzmy Emily Rose'. był wstrząsający.. Interesuje się też Aniołami i wierzę, że każdy ma swojego Anioła Stróża, który nad nim czuwa- w tej chwili również ;)) Zastanawiam się, co dzieje się z Aniołem osoby opętanej?? Odchodzi? Znika? Nadal czuwa ??! Zostaje przepędzony przez złe moce.. A może zostaje pokonany i 'umiera'... To dusze złych dusz podpowiadaja nam głosami,a najczęściej ich słuchamy.Więc czynimy poprzez nich zło.Szatan również może wejść w nasze ciało...Kto wierzy w Boga to i w szatana. jak można wierzyć w Boga a nie wierzyć w diabła Łatwo jest zwalić całe zło na świecie na coś (kogoś) kogo możemy sobie wyobrazić. Dla mnie to uciekanie od odpowiedzialności. Od zawsze ludzie czynieli zło i od zawsze ludzie są za to zło odpowiedzialni a nie szatan. Właśnie kończę czytać książkę Felicitas Goodman 'Egzorcyzmy Anneliese Michel'. Wierzę, że przypadek opisany w artykule i książce jest prawdą. Jestem przerażona postawą niektórych ludzi Kościoła, którzy w procesie schowali głowę w piasek.W dzisiejszym świecie ludzie nie wierzą w szatana, a on działa ze zdwojoną siłą, zadowolony z naszej niewiary nie tylko w niego, ale i w Boga. Daleka jestem od dewocji, od wiary we wszystko, co nam się podaje, ale to co czytam w książce i to, co usłyszałam osobiście od naszego diecezjalnego egzorcysty, z jego doświadczeń w wypędzaniu złych duchów (zanim zaczęłam czytać książkę), zgadza się co do joty. Sam Chrystus wypędzał złe duchy, swoją moc przekazał apostołom, a w konsekwencji kapłanom. Dlatego jestem pełna szacunku i uznania (jeśli tak można to wyrazić) dla kapłanów: ks. Alta i o. Renza, że podjęli się tego nadludzkiego wysiłku, a nade wsyzstko, że trwali do końca - choć ośmieszani i osamotnieni - w swoim przekonaniu przed sądem. Słusznie zauważył ks. Alt, że 'jest to sprawa Boża, światowe sądy nie są tu wcale kompetentne'. |

